Powiedzonka


                                T e   p o w i e d z o n k a  
              p o d p o w i e d z i a ł a   m i    ż o n k a
 


O d i do siebie
Fraszki kulawe
Nie przyniosą sławę
  
Surrealizm
Tej fraszki zapewne nie znacie
Skumbria w tomacie

Ciche dni
Cenię
Żony milczenie

Cierpienie dzisiaj
Młodego Wertera
Niedoszła kariera

Geniusze tworzą nocą
Wszystkie rybki śpią w jeziorze
A ja nie śpię tylko tworzę

Marsz marsz Polonia
Pomyślny wiatr zawiał w żagiel
Przywiał pralnie saloon i magiel

Gdzie nie spojrzysz
Jak wielka kohorta
Ma za skóra czorta

A tak tam ładnie
Jakoś się nie zdarza
By ktoś tęsknił do cmentarza

Uroki życia
Wystarczy mi słońce i woda
I Twoja uroda

Filozof doskonały
Pisał rozprawy o nicości
Pozostały po nim czyste kartki

Doświadczyłem

Nie ma doskonałych decyzji
Każda zakłóca diabeł

 W polityce
Niejedna gwiazda się zapala
Gasząc inna

Szczerość doskonała
W oczach ma kurwiki
To wiele gdy się jest nikim

Nihil novi
Reformują jak w październiku Lenin
Przybywa im forsy w kieszeni
  
Prawda wyszła na jaw
Ni królowa ni prezydent
Nie uznają polskich przynęt

Współczesność
Niepohamowana żądza
Do seksu i pieniądza
 
Polskie radości
Największe radości rzucać kłody
Dorobić można zawsze powody

Maczam palce w polityce
I lewaczce i prawiczce
Zapaliłbym po świeczce

Milczenie jest złotem
Medyczny elementarz
Każdy medyk ma prywatny cmentarz

Plus odprawy
Czy fundusz czy kasa
Zarobki pierwsza klasa

Kasa cura te ipsum
Największe utrapienie kas
Tak wielu chorych pośród nas

A pada trup
Idee o które walczymy
Są najczęściej puste

Gdzie mi do Ezopa
Wzoruj się na garbatym Ezopie
Będziesz wielki chłopie

Co nam zostało z tamtych lat
Wyrósł nam w Polsce  tumor
Lekarstwem czarny humor

Lekarstwo na depresję
Pożądanie
Poprawia nastrój

Może odwrotnie
Złe odchodzi w przeszłość
Dobre na chwil pozostaje

A to takie proste
Jakże głupi byli Grecy
Nie odkryli grawitacji

Coś za coś
Wolność słowa
Okupiona niewolą biedy

Dewizę
Żona  locuta causa finita
Wyznaje moja kobita

Hausgestapo?
Pytasz dlaczego w oczach łzy mam?
Dłużej z tobą nie wytrzymam

Nie zdradźcie mnie
Żonie taka dam klepsydrę
Miałem nie żonę lecz wydrę

Marsz marsz Polonia
Pomyślny wiatr zawiał w żagiel
Przywiał pralnie saloon i magiel

Falskiego?
Medyczny elementarz
Każdy medyk ma prywatny cmentarz

Przewrotny los
Marzyłem o migdałach niebieskich
Los zgotował mi żywot pieski

Młot na czarownice
Moje myśli złote
Na przywary młotem

Jak w małżeństwie
Orzeł i reszka
W jednym mieszku mieszka

Niskie instynkty
Choć ma czoło osadzone nisko
Dybie na wysokie stanowisko

Do skowronka
Morda w kubeł
Woła wróbel

Potrzeba nam więcej posłów
Poselska gaża
Zaraża

Rządzi nami biurżuazja
Życie się beztrosko przędzie
Gdy posadka na urzędzie

Nasza rzeczywistość
Głosi taką politykę
Przeciwnika brać za grdykę

Fraszka sprzed laty II
Zawsze się znajdzie jakiś Wołek
Który ci podstawi stołek

Nie narzekaj
Obyś uczył cudze dzieci
Gorszy zawód wywóz śmieci

Też porównanie?!
Poezja bez rymu
Jak ogień bez dymu

W skrzydło go
Tam do kata
Niech nie wzlata

Po naszemu
Z powodu dziury w moście
Most rozebrano
Do dziury pretensje roście

Gracjom lepiej?
Wierzę w reinkarnację
Chętnie zamienię się w grację

Nasze Indie
Nie tylko w Indiach pełno świętych krów
A nasze? Brak mi słów

Może lepiej kremacja?\
Darujcie mi cmentarną galę
Gdy już dokonam salto mortale

Kolej rzeczy
Życiowy elementarz
Narodziny - cmentarz

Coraz częściej
Gdy mnie zła wena ogarnie
To jakoś mi cmentarnie

Niedługo
I dziś ten okrzyk się przyda
Bij Żyda!

Mamy za swoje
Nadeszły wreszcie prawidłowe czasy
Politycy bez klasy

Po śmierci
Wynieść na piedestał
Za życia tam nie stał

Nowa choroba

Pali nas zgaga
Pochodnia i flaga

To wystarczy
Wybierzcie mnie na posła
Jam mądrzejszy od osła

Też lekarstwo
Uszczęśliwcie lekarza łapówką
Niech wypija za chorych zdrówko

Prosta prawda
Nie rzucaj perły między świnie
Świnia pozostanie perła zginie

Przędzalnia?
Miło się życie przędzie
Gdy się siedzi na urzędzie

Anty-patrioci
Flagę i pochodnię
Złączyli niegodnie

Tu leży pies pogrzebany
Wychowali marnie
Pasterze owczarnię

Finis
Związek ich bratni
Doprowadził do matni

Nie ukrywaj
Powiem wam skrycie
Cieszy mnie życie

Ciesz się czym masz
Starość nie radość
Gd y życia się ma dość

Tożsamość
Koperta w dłoni
To pistoletem  do skroni

Cicha mowa
Skuteczne dźwięki
Gdy mowa do ręki

Polityk?
Co noc mu śni się
Pozycja przy misie

Nasza
Polityka
Znaleźć haka na przeciwnika

Błąd historii
Do grzbietu bydła
Historia  przypięła skrzydła

Nie powiem
Blisko blisko blisko
Mam na języku to nazwiska

Zadatek
Niejeden śle ukłony
Jako zadatek mamony

U lekarza
Gdy ci zależy na zdrowiu
Trzymaj kopertę w pogotowiu

Gradują
Wodzowie nie od razu
Pokazują polityczny pazur

Naród święty
Niejeden Polak się biedzi
Co by tu wyznać na spowiedzi?

Parafraza
Bo w tym cały jest ambaras
Aby władzę zdobyć zaraz

Zalety nieróbstwa
Całe życie się lenię
Więc mam czyste sumienie

Uważaj co mówisz
Kto ośmieli się mówić w imię Boga
Już stoi u piekieł proga
    
W Toruniu
Nasi pasterze
Biorą w dobrej wierze   

Stale wznosi
Wznosi się nam życiowa stopa
Nie u robola i u chłopa

A w chorym?
W zdrowym ciele
Zdrożne cele

Napoleon
Jest mały a wysoko sięga
Taka w nim rządzy potęga

Gdzie się wspinasz?!
Do nieba prowadzi go drabina
Więc się wspina wspina
Aż tu szczebel pęka
Czeka go piekielna męka

Nasi pasterze
Dyżurują przy stajence
Kto da więcej

Ciche marzenie moje
Wspina się na piedestał
Oby tam nigdy nie stał
   
Szkoda chłopa     
Im mniejszy ciałem czy duchem
Tym wyżej się wspina
Dostanie obuchem
Padnie chłopina

Parafraza
Jestem za a nawet przeciw
Życie tak szybko uleci

Pohamuj się
Oj będzie bieda
Gdy ci naród władzy nie da

Historia się powtarza
Gdy go wyniosą na wyżynę
Przeciwników zamieni w perzynę

Kijem ją
Zafundowała nam historia zadrę
Polityczna kadrę

Gorzko mi
Zwyczaj bardzo męski
Obchodzimy klęski

To też Polska
Tu bociany tam bociany
Z boćków kraj nasz znany

I pełna piersią
Gdy oddycham pełnia lata
To mój smutek gdzieś ulata

I pełna piersią
Gdy oddycham pełnia lata
To mój smutek gdzieś ulata

W życiu bywa różnie
Jednym z nieba spada manna
Wołają  hosanna
Innych życie pędzi po grudzie
W trudzie trudzie

Ale jucha mściwa
Jam już w kołysce łeb urwał hydrze
Hydra starości mi życie wydrze

Finis
Dopóty trwać będzie ludzkie plemię
Póki cmentarze nie pokryją ziemię

Polak w niedzielę
Dzień zaczyna przed ołtarzem
A zaś kończy w nocnym barze

Jam ofiarny
Umieram na serce
Ale mózg mój zdrowy
Przeszczepcie go
Któremuś posłowi

Prawdziwym Polak
Moja polska dusza
Do pełna animusza

Może chociaż
Moje szanse wiosną
U dziewczyn urosną

Wszyscy
Coś w sobie ma to
Że tak lubię lato

Malowana jesień
Na jesienie
Świat się mieni

Paradoks
Czasem we śnie
Śnię że nie śnię

Coś z wieszcza
Jako piorun jego ramię
Tu złamie żebro tu szczękę złamie

Jak w wojsku
Czy niski czy wielki
Czeka na belki

Za późno wołasz
Młodości dodaj mi skrzydła
Bo mi starość zbrzydła

Prosta prawda
Pożytek marny
Gdy charakter czarny

Podobieństwo?
Biedroneczki są w kropeczki
Moja pani ma ich dwie
Chociaż to jest skąpstwo
Nie jest mi z tym źle

Cwaniak
Takich zajęć się tylko chwyta
Aby bliżej być koryta

 W polityce
Bywa i takie kuriozum
Ma jednostronny rozum

W polityce
Myślą że to jest sokół
Kłaniają mu się wokół
Okazał się być jastrzębiem
Zapominają języka w gębie

Uważajcie na siebie
Szczebiotała cały dzionek
Prawie jak słowik czy skowronek
On nie był miłośnikiem pieśni
Już o niej nie śni

Podobieństwo
Jak kura na wysokiej grzędzie
Siedzi urzędnik na urzędzie

Ból duszy?
Boli okropnie
Gdy któregoś gęś kopnie
Szukaj nie gąski lecz króliczka
Do głaskania liczka

Polska?
Wsi spokojna wsi wesoła
 Oby

Jak podpisany niżej
Są na świecie grafoludki
Zmarnowany papier tego skutki

Nasz
Mój los jest taki marny
Stąd taki humor cmentarny

Potrzebna kuracja
Glob dostał gorączki
Zaraził się ludzkością

 Szlachetny zawód

Układam klepsydry
Dla moich wrogów pół darmo

Czasem nawet we dwoje
Nigdy nie jesteś sam
Masz za towarzysza swoją samotność

 A młot to co?
Był czas że kościstej kosę zamieniono na sierp

Pan Godthab
Dla niego żona
To mamona






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz